Pijarski Krzysztof
Resztki
od 29 listopada 2014
do 27 grudnia 2014

Widmowe miasto - Waldemar Baraniewski

Warszawa jest miastem widmowym, potencjalnym, niezrealizowanym. Warszawa jest widzialna i niewidzialna zarazem. To paradoks, bo przecież mówimy o mieście, które fizycznie istnieje. Ale nie ten fizyczny stan „zabudowy” jest tu najistotniejszy, ale pewien obraz miasta, który mamy w sobie. I to nie tyle w pamięci, co gdzieś w głębi, w tych „warstwach zmieszanych”, utworzonych z emocji, obrazów, wiedzy, wyobraźni. Tam jest ta widmowa Warszawa.

Jest rzeczą naturalną, że w rozwoju miasta następują konieczne procesy transformacji przestrzeni, wymiany substancji. To są normalne reguły „gry w miasto”. Tyle tylko, że w Warszawie ten proces był gwałtowny. W ciągu dwóch, trzech miesięcy 1944 roku znaczna część miasta przestała istnieć. A potem przez wiele lat jej obszar, cała tkanka fizyczna i symboliczna poddane zostały działaniu dwóch znoszących się, ale też komplementarnych reguł: odtwarzania i zacierania. To one ukształtowały miasto, które dziś znamy. I paradoksalnie, to one wciąż tę przestrzeń formują. A przemiany polityczne, po 1989 roku nadały im nowy charakter i nową dynamikę.

Jedno z pierwszych po wojnie osiedli mieszkaniowych – Muranów, wybudowano na rumowisku getta. W intencji Bohdana Lacherta, autora projektu, miało być swoistym pomnikiem przestrzennym getta i jego zagłady. Usytuowane na naturalnym wzniesieniu z ton gruzu, zbudowane zostało z gruzobetonu,  jak pisał jego twórca – „z czerwonych cegieł, jak z krwi Warszawy”. Pomnikiem było krótko. Czerwone ściany otynkowano i ozdobiono lirycznymi dekoracjami. Stopniowo zacierano zbyt dosłowne historyczne przesłanie przestrzennego monumentu. 

Muranów, jako ukształtowana przestrzeń, jest chronologicznie starszy o nowego warszawskiego Starego Miasta. Starówka to pomnik politycznych intencji socjalistycznej władzy, która legitymizowała się przywiązaniem do historii. Niby wierny i konkretny, ale w gruncie rzeczy widmowy i nierzeczywisty.  Zawieszony w zideologizowanej historii, jako twór mieszczaństwa, czyli „postępowej” klasy społecznej. Jego abstrakcyjną ramę tworzyło przez dziesięciolecia puste miejsce po zburzonym Zamku Królewskim, którego nie dawało się wpisać w postępową retorykę.

W tym procesie odtwarzania/zacierania czas historyczny ulegał całkowitej dekompozycji – nowe pragnęło być dawnym, dawnego nie było lub stawało się jeszcze nowszym.

Gdy mówimy o Warszawie, to należy pamiętać o mieście podziemnym, którego na co dzień nie widzimy. Ale jest składnikiem tej fantasmagorii. To miasto, po którym chodzimy. Jesteśmy nad nim. Stąpamy po zasypanym w historycznej katastrofie. Momentami kontaktu z tym miastem są uliczne wykopki, nowe budowy. Wtedy widać stratygrafię, zmielony gruz, czarną warstwę popiołów, czasem jakieś fundamenty, piwnice. Kto zamieszkuje to równoległe miasto?

Takich podziemnych miast jest w Europie więcej – Rotterdam, Drezno, Berlin. Wszystkie odbudowywano jako nowoczesne – odtwarzano i zacierano. Pomocna w tym była modernistyczna ideologia „sanacji miasta kapitalistycznego”, jako obrazu dawnych stosunków społecznych. CIAM-owska Karta Ateńska tworzyła nową retorykę opisu miasta, w której dominowały kwestie funkcjonalności, dostępu do światła, powietrza, zieleni. W odtwarzanych miastach ich historyczne przestrzenie zacierano szerokimi promenadami, nowymi parkami i zielenią.

W mieście równoległym – „naziemnym”, musiała się znaleźć przestrzeń dla nowych bohaterów, nowych narracji symbolicznych, mitów fundatorskich. Miały tworzyć nowe osie orientacji w przestrzeni, odmienne hierarchie. Budowano je wprowadzając nową toponimię, odnoszącą się do aktualnego panteonu bohaterów. Tak najłatwiej i najtaniej.

Nowe przestrzenie znakowano też pomnikami, o różnej skali i znaczeniu. Każda władza, stawiając pomnik wierzy w jego moc sprawczą i historyczną trwałość.  I bardzo często okazuje się to zwykłym przesądem czy zabobonem.  W historii współczesnej więcej pomników burzono niż zachowywano. A w naszej współczesności pomnik okazał się jedną z najbardziej ulotnych form upamiętniania.

Gdy w 1989 roku historia naszego regionu zaczęła stawać na nogi, pomniki polityczne i całe sfera symboliki odchodzącej władzy, stały się obiektem nieuchronnych działań ikonoklastycznych.

Co robić z „niechcianym dziedzictwem”?  Zachować? Zniszczyć? Przekształcić?

To wciąż aktualne pytania. Próbą zobaczenia ich w perspektywie sztuki jest projekt Krzysztofa Pijarskiego. Zapis jednego z procesów transformacji przestrzeni nowego „naziemnego” miasta, które jest nieustannie odtwarzane i zacierane. Także w nas. W tym, co mieści się w naszej świadomości i potrzebie topograficznej tożsamości.

Jako komentarz do tego chciałbym zacytować słowa Pawła Susida, wybitnego malarza, który na moją prośbę o krótki biogram do katalogu wystawy, niezwykle celnie opisał ten proceder. On, jako artysta, „mieszka w Warszawie – przedtem między pomnikami, placami i ulicami: Dzierżyńskiego, Marchlewskiego, Świerczewskiego i Armii Ludowej, obecnie – Prymasa Tysiąclecia, Dmowskiego, Hallera, Ognia i Narodowych Sił Zbrojnych”.

25.11.2014 20:08:49

Krzysztof Pijarski (1980, mieszka w Warszawie)

www.pijarski.art.pl

Artysta posługujący się medium fotografii, Adiunkt w łódzkiej Szkole Filmowej, historyk sztuki, tłumacz. Obronił pracę doktorską o pismach i myśli Michaela Frieda, modernizmie i fotografii, zatytułowaną „Archeologia modernizmu”. Jako artysta – zajmują go przede wszystkim losy obrazów i obiektów w (po)nowoczesnym świecie – tworzy wizualne archeologie muzeów, archiwów, krajobrazów, przestrzeni miejskich i innych „maszynerii reprezentacji”. W roku 2010 nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego ukazała się antologia tekstów Allana Sekuli w jego przekładzie. Redaktor tomu Archiwum jako projekt (2011) oraz uczestnik PLAT(T)FORM 2012 w Fotomuseum Winterthur.

26.11.2014 09:39:39

1
loading image...
Krzysztof Pijarski
Świerczewski / W-Z (02)
2009-2013
2
loading image...
Krzysztof Pijarski
"Utrwalacze" / Dzierżyński (22)
2009-2013
3
loading image...
Krzysztof Pijarski
"Utrwalacze" / Dzierżyński (32)
2009-2013
13