Charkowska szkoła fotografii: Grupa Shilo / Finished Dissertation, Władysław Krasnoszczok / Tretiakovka
od 25 października 2014
do 23 listopada 2014

Charkowska szkoła fotografii

Grupa „Shilo” (W. Krasnoszczok, S. Liebiedinski, W. Trikoz)

Za każdym razem, kiedy jest mowa o charkowskiej fotografii, jest rzeczą pewną, że pojawi się temat brutalności i prowokacji. Spadkobiercy tej szkoły z grupy Shilo (Шило), utworzonej w roku 1910: Władysław Krasnoszczok, Siergiej Liebiedinski, Wadim Trikoz – dziś reprezentują jej najbardziej awangardowy kraniec. Głównym punktem zainteresowania jest ich projekt „specjalny” – Skończona dysertacja (Оконченная диссертация). Nie jest to wcale trolling arcydzieła Michajłowa z lat 1980. dokonany przez młodych hipsterów od sztuki fotograficznej. Zamach na świętą krowę „charkowskiej szkoły fotografii” nie jest pozbawiony wzniosłych uczuć. Skończona dysertacja ma swoją teleologię, w którą wniknięcie wymaga powrotu do źródeł pomagającego zrozumieć, dlaczego grupa Shilo uznała za najlepsze przyjąć jako swój telos [gr. cel] jedną ze sztandarowych „książek” Borysa Michajłowa.

Drugi obieg wydawniczy był powszechną praktyką zmarginalizowanych grup radzieckiej przestrzeni w latach 1970–1980. W niektórych sezonach od przyjaciół można było otrzymać do przejrzenia niejedną książkę domowej roboty, wśród których wspominam piękne przykłady kijowskiej dekadencji, z naniesionymi na strony autorskimi naturalnymi łzami i śladami po przypaleniu papierosem. Ale nawet na tym tle charkowski samizdat był wyraźnie inny, jak na przykład książki miejscowych surrealistów – braci A. i W. Mieszczan. Za żelazną kurtyną wyobrażenia o prawdziwym obrazie procesów artystycznych ХХ wieku były w znany sposób ograniczone, tak jak historia art-booka, dlatego nowy wątek livre d’artiste, jaki odkrywa Ilja Kabakow, a następnie – będący z nim w ścisłym kontakcie od połowy lat 1970. Borys Michajłow – jest dla nas zrozumiały dopiero dziś. Tak, jak i obecny powrót gatunku.

W 1985 roku, gdy dopiero co zakończoną przez Boba Nieskończoną dysertację (Неоконченная диссертация) mąż przyniósł do naszego domu, wszystko postrzegaliśmy inaczej. Był to stos kartek z przyklejonymi na nich fotografiami, po bokach gęsto pokrytych pismem. Muszę powiedzieć, że książka nie wywołała takiego zdziwienia jak teraz. W codzienności niekonformistycznego społeczeństwa, w jego skradzionym królestwie wolności wszystko to przyjmowane było w sposób naturalny, choć z zachwytem. Ta książka, jak wszystko to, z czym mieliśmy wtedy do czynienia, była przez nas rozumiana jako szczególna praca, którą każdy wykonywał, jak mógł, a Bob – najlepiej ze wszystkich. Nad książką, jak anioł z mieczem, stanęło widmo okrutnie poważnego gatunku, jaki stanowił w tamtych latach dyskurs radzieckiej nauki. Nie było to szyderstwem ani parodią w ich współczesnym znaczeniu, ponieważ, nadając swojemu opus tytuł dysertacja, nawet jeśli nieskończona, Michajłow rzucił wyzwanie. I nie ma znaczenia, że było ono skierowane do środowiska takich samych jak on zmarginalizowanych osób w grupie Wriemia (Время – Czas), do tych, którzy mieli wytyczoną drogę do radzieckiego mainstreamu. Wraz z zakończeniem okresu niemego oporu, pokazów fotografii spod poły płaszcza tylko najbardziej zaufanym ludziom – zaczął się czas wychodzenia do przestrzeni publicznej, wypełniony długim sporem na temat tej fotografii. To była już nie pierwsza Michajłowska „książka z komentarzami”, ale ta, która nazwana jest dysertacją, stanowiąca wartość również jako swoisty teoretyczny dokument, którego rozproszona tekstualność zawiera w sobie manifest charkowskiego undergroundu. W inwersyjnym świecie tej subkultury mogłaby ona, zapewne, pretendować do stopnia naukowego. Oprócz wypowiadania praw nowej estetyki w tych książkach (Nieskończona dysertacja, a wcześniejsze Krymski snobizm {Крымский снобизм} i Lepkość {Вязкость}) Michajłow obwieszczał urbi et orbi o rzeczach, z którymi ludzie wolą się nie afiszować. Tutaj zawarty jest paradoks – polega on na tym, że maksymalnie publiczna wiadomość intymnie skierowana jest osobiście do ciebie.

Manifestem jest również nowa charkowska „książka”, z jej symetrycznym gestem w stronę Michajłowa. Dziś, gdy każdy znaczący projekt fotograficznych jest pomyślany jako wystawa, „zbiorowa monografia” Liebiedinskiego, Krasnoszczeka i Trikoza jest dla nas nie tylko powrotem do oryginalnego Michajłowskiego obiektu, ale również do tych czasów, kiedy tak całkiem po prostu dzieła były przekazywane z rąk do rąk – do retrorecepcji i egzystencjalnej przygody z kategorii „wiecznych powrotów”.

Książka napisana przez wielu autorów jest odwołaniem również do innego charkowskiego trendu – anonimowości („łuriki” {«лурики»} Michajłowa, „trzeci autor” {«третий автор»} J. Pawłowa i W. Szaposznikowa, „GBR” {«ГБР»} B. Michajłowa, S. Sołońskiego i S. Bratkowa). Nakładając swoje zdjęcia na te Michajłowskie, aktywnie wprowadzając swój segment, wykorzystując dowolny pretekst do rozwinięcia tematu intertekstualności, w rzeczywistości wysadzają oni w powietrze przestrzeń informacyjną Nieskończonej dysertacji Boba, pomimo całego jej demokratycznego układu. Sens wypowiedzi i ton głosu zmieniły się. Rozmowa z czytelnikiem/widzem jest prowadzona głośno, podniesionym głosem. Fotografie i teksty rywalizują: kto kogo przekrzyczy. Zwiększyła się kolorystyczna gęstość warstwy wizualnej, książka ściemniała, nasyciła się srebrem i nabrała przyjemnego ciężaru. Niemało przyczynia się do tego aksamitna „kudłatość” barwnej tekstury, która stała się znakiem rozpoznawczym wszystkich trzech Szydeł – Krasnoszczeka, Liebiedinskiego, Trikoza. Wszystko to, co u Boba miało lekki odcień komicznego demonizmu, obleczonego w delikatne sfumato niedoświetlonej odbitki fotograficznej, nabrało potęgi i siły, osiągając efekt reportażu z mrocznych głębin Mordoru w kolorystyce poradzieckiego krajobrazu. Zauważyć trzeba, że w skład dwutomowego dzieła weszły wspólne projekty, takie jak „Ucieczka Tymoszenki” («Побег Тимошенко»), „UPA Hände hoch” («УПА Хенде-хох»), „Noc” («Ночь»), a także indywidualne – „Arabat” («Арабат») S. Liebiedinskiego, „Szpitalik” («Больничка») W. Krasnoszczeka – w otoczeniu tej dokumentującej warstwy zdjęć, na których widzimy autorów i wszystkich tych, którzy weszli do ich życia.

Warto tu wspomnieć, że zachodnia krytyka odkryła taką właściwość charkowskiej fotografii, jaką jest jej rozmycie, zwracając uwagę na chwyt zwiększonego natężenia „martwych punktów” jako czegoś, co było przeciwstawione „estetyce przejrzystości” (W. Tupicyn), immanentnej dla oficjalnego reżimu. Jeśli uogólnimy znaczenie tych obserwacji, to zobaczymy, że chodzi o wizualność, ciążącą ku „mydłu”. Jednocześnie nie można zapominać o głębi ostrości, która jest dobrze w nim ukryta. Klucz do rozumienia charkowskiej szkoły leży w obu atrybutach symbolicznej wymiany, gdzie „szydło” (Shilo) przekształca się w „mydło” bez żadnych strat. Nowe pokolenie zachowało wierność dualizmowi. W czasach grupy Wriemia gniew i wściekłość, uwięzione wewnątrz, po uwolnieniu przekształcały się w idiotyczne pomruki: ostra wypowiedź ukrywała się za zasłoną „szumu” wizualnego lub werbalnego. To było narzucanie zasłon – „taniec z siedmioma zasłonami” odwrotnie – u Maliewannego, kiedy nakładał na czarno-białą fotografię mnóstwo kolorowych woalów, w „nałożeniach” (slajd na slajd) Michajłowa i Pawłowa. I wreszcie, dołączenie jeszcze jednej rozmywającej warstwy – werbalnej – w „fotografiach z literami” Michajłowa, później W. Koczetowa, częściowo S. Bratkowa. W Skończonej dysertacji Krasnoszczeka, Liebiedinskiego i Trikoza –cała blacha jest na zewnątrz. To pancerz skrywający biały i puszysty rdzeń, pielęgnowany przez nowe pokolenie charkowskich dzikusów.

O Shilo dowiedziałam się od męża akurat w tym okresie, gdy oni, po wymyśleniu projektu, odwiedzali swoich staruszków, omawiali problem w „rodzinnym gronie”. Poważna sprawa. Racjonalnie należy zauważyć, że mierząc do takiego celu, łatwo spudłować, ale oni potwierdzili swoją zdolność do pracy. Tym bardziej że grupa otwarcie deklaruje swój zachwyt charyzmą Michajłowa. Pod względem określonych formalnych chwytów zbliżyli się do niego, ale mając odwagę być sobą, tu i teraz. Różnica polega na tym, że grupa Shilo należy do pokolenia remake’u. I strach przed państwem, z jego bezpieką, został zamieniony na zabawę w strach, który sformalizował się w takim politycznym balecie, jak Ucieczka Tymoszenki (Побег Тимошенко) lub w balecie historycznym – UPA Hände hoch (УПА хэнде-хох). Wykorzystując urok płci, budując wizerunek gangsterów i muszkieterów, raz po raz napawających strachem prostych bojowników UPA, odnosząc się do stałego męskiego archetypu z krytyczną liczbą trzy, grupa Shilo z łatwością podbiła serca, w tym także ojcowskie.

Jeszcze w czasach grupy Wriemia pojawił się termin „charkowska szkoła”, ale pomimo wszystkich moich wysiłków, by wypełnić go znaczeniem akademickim (pamiętam pierwszy moskiewski wykład w galerii „Na Kaszyrce”, w 1989) – była to raczej figura retoryczna. Dziś jednak, mając na uwadze całą tę wymianę pokoleń i scenerii, na tle których występuje grupa Shilo, można powiedzieć, że jednak charkowska szkoła istnieje. Brakowało ich do końcowego, ostatecznego zatwierdzenia, ukonstytuowania szkoły jako zjawiska, brakowało właśnie tych autorów, którzy byli świadomi charkowskiej fotografii i siebie w niej. Projekt grupy Shilo – to niewątpliwie hołd złożony Michajłowowi, ale także całej charkowskiej kulturze i nauce, z jej oczyszczającą wodą i mydłem. Z drugiej strony, Skończona dysertacja – to genialna próba ostatecznego przemieszania, zaprzyjaźnienia, pokochania ze sobą wszystkich i ponownego zagniecenia wspaniałego ciasta charkowskiej fotografii. I to w dużej mierze dlatego, że taki produkt charkowski, jak Nieskończona dysertacja Michajłowa – to ciążący ku nieskończoności „otwarty utwór”, coś, czego z zasady nie da się skończyć.

© T. Pawłowa

 (Tatiana Pawłowa, historyk i teoretyk charkowskiej fotografii. Od 1975 roku w kontakcie z undergroundową grupą Wriemia (założyciele: J. Pawłow i J. Rupin, lider B. Michajłow). W latach 1980. rozpoczęła systematyczne badania nad charkowską szkołą fotografii zakończone w roku 2007 obroną pracy doktorskiej.)

03.04.2016 12:43:36

Shilo Group to kolektyw ukraińskich artystów, w skład, którego wchodzą: Vladyslav Krasnoshchok, Sergiy Lebedynskyy i Vadym Trykoz. Są oni kontynuatorami charkowskiej szkoły fotografii, której najsłynniejszym przedstawicielem jest Boris Mihajłow. 

Prace kolektywu Shilo znajdują się w kolekcjach, m.in.:  Museum of Fine Arts, Houston, Museum of Organic Culture, Moskwa i State Art Gallery „The Museum of Photography”, Perm.

18.10.2014 16:04:52

1
loading image...
Shilo Group
Charkowska szkoła fotografii - plakat
2014
2
loading image...
Shilo Group
Finished Dissertation
2014
3
loading image...
Shilo Group
Finished Dissertation

4
loading image...
Shilo Group
Tretiakovka

5
loading image...
Shilo Group
Tretiakovka
2014
15