Marek Piasecki
Roger Ballen
Klisze wyobraźni
od 26 września 2014
do 18 października 2014


MAŁE KATASTROFY ŚWIATŁA

Fotografia jest pisaniem za pomocą światła, to oczywiste. Ale jak to często bywa z oczywistościami, również ta nie zawsze jest faktycznie stawiana przed oczy. Niewiele fotografii wychodzi bowiem poza traktowanie światła jako narzędzia, którego używa się do ukazania kształtów rzeczywistości. Jeszcze mniej czyni z niego swój główny temat, zagłębiając się w jego intymne zakamarki, a nawet jego popędy. Miniatury Marka Piaseckiego wychodzą zaś od założenia, że światło nie tylko rozświetla rzeczy, rozjaśnia je i prezentuje w ich pełnej okazałości. Światło bowiem jest także źródłem przemocy, bywa żywiołem katastroficznym. Badanie jego dramatycznych perypetii oznacza więc konieczność odkrywania zarówno jego twórczego, jak i niszczycielskiego potencjału. Eksperymenty Piaseckiego polegają przede wszystkim na wywoływaniu – w niezwykle ograniczonej przestrzeni – takich świetlnych wypadków i na prezentacji ich wizualnych efektów.

Prace te nie są fotogramami, w których konkretne przedmioty odciskają swoje kształty na światłoczułym materiale. Piaseckiego interesują bowiem w Miniaturach nie tyle formy rzeczy, ile samo ich zjawianie się, zanim jeszcze zyskają określone kształty i rozpoznawalną tożsamość. Owo zjawianie się jest jednocześnie intymnym zazębianiem się światła i ciemności, z którego wyłaniają się obrazy dosłownie wypalane na papierze. Zjawisko, samo zjawianie się rzeczy oznacza więc jednocześnie narodziny obrazu-zgliszcza, jest śladem katastrofy dotyku, która pozostawia po sobie nieskończoną różnorodność krystalizacji, przebarwień, załamań czy spiętrzeń. Prace te to długa seria drobnych, pięknych katastrof, które stanowią wizualne świadectwo łamliwości światła, a zatem także kruchości świata.

Miniatury określane są najczęściej jako prace wykonane „techniką mieszaną”. Sam artysta szukając właściwego określenia na ten rodzaj procedury nazwał je z kolei „malarstwem chemicznym”. Można by powiedzieć, że mamy tutaj do czynienia nie tylko z techniką mieszaną, ale także z „techniką mieszania”, która w równym stopniu obejmuje malarstwo, fotografię czy rzeźbę (obraz powstały z dotyku, gestu). Kilka prac wydaje się przypominać jakieś archaiczne, zdegradowane przez czas przykłady action painting. Ale czyją akcję, czyje działanie można tutaj dostrzec? Te drobne obrazy stanowią ślad działania dokonującego się pomiędzy podmiotem a przedmiotem, między światłoczułym materiałem a gestem dotyku, który oznacza – w tym szczególnym przypadku – zarazem uraz, zniszczenie, jak i rozświetlenie. Ich nierozdzielność. Innymi słowy mamy tu do czynienia z rodzajem akcji interwału. Można nawet powiedzieć, że Piasecki tworzy oryginalny model reaction painting, gdyż każde działanie jest tutaj przede wszystkim reakcją, zarazem chemiczną i wizualną, światłoczułej powierzchni na zewnętrzną intruzję.

Te drobne katastrofy pokazują też, jak każde załamanie, zasadniczą antynomię czasu. Nic dziwnego, że niektóre z Miniatur mogą kojarzyć się zarówno z dziecięco-archaicznym kodem wizualnym Paula Klee, jak i ze żłobionymi na murach graffitti ze zdjęć Brassaïa. Sam Piasecki przecież tworzył zdjęcia postrzępionych i porytych miejskich murów, aby potem w zamkniętej przestrzeni eksperymentu tworzyć świetlne graffitti na miniaturach. Podobieństwo tych gestów sięga wbrew pozorom bardzo daleko. Już Brecht zauważał, że napis na murze pozostawiony przez umykającego rewolucjonistę – choć efemeryczny i wykonany w pośpiechu – odsyła do uniwersalnego i wiecznego wymiaru historii. André Breton z kolei, definiując „konwulsyjne piękno” nowoczesnej sztuki podkreślał, że oznacza ono jednoczesną pochwałę spontanicznej energii momentu i trwałości kryształu. To samo dzieje się w miniaturach Piaseckiego: to efekty chwilowego kontaktu dwóch powierzchni, który pozostawia po sobie formy wizualne przypominające wielowiekowe skamieliny czy geologiczne przekroje. W tych pracach coś tak ulotnego i kruchego jak dotyk zyskuje rodzaj długiego trwania. I staje się skamieliną światła.

 Paweł Mościcki


WEWNĘTRZNA PODRÓŻ BALLENA

Na dotychczasowe prace Rogera Ballena można spojrzeć z perspektywy podróży z silnie określonym azymutem, ustawionym w stronę przeciwną do kierunku, w którym skierowany jest obiektyw. Inaczej mówiąc, to zawsze była podróż do wewnątrz. Jak sam artysta pisze, jego praca jest ciągłym procesem zgłębiania siebie. Przy tak określonych założeniach, prace powstałe na przestrzeni ostatnich dwudziestu – trzydziestu lat jeszcze wyraźniej nabierają kształtów konstrukcji, rodzaju projekcji – wydobycia, które za sprawą reżyserowanych scen stają się dostępne dla postronnych. Właśnie postronnością chyba należałoby nazwać stosunek artysty do widza. Pozostaje on dopuszczony, względnie może utożsamić się częściowo z powstającymi wizjami, odnajdując w nich wspólną atmosferę niepokoju, tego egzystencjalnego drżenia, które czasem nie chce odpuścić świadomości. Aparat fotograficzny służy tu do utrwalenia, jest rodzajem imadła, które pozwala na przytrzymanie rozchodzących się warstw tego, co istnieje i tego, co pozostaje w sferze cienia, imaginacji. Wiele z prac Ballena, widać to chociażby w niedawno zakończonym cyklu Asylum of birds, czy wcześniejszej serii Shadow Chamber, ma w sobie tę ciasnotę kadru, która pozwala na zespolenie w jedno istnienia i jego niedostatku. Tak jakby Ballen proponował nową przestrzeń, dostępną i możliwą do przedstawienia tylko z pomocą fotografii. Znaczące w tym wypadku są już same tytuły obu cykli, zawierające w sobie słowa: „azyl”
i „komnata”.

Ta wewnętrzna podróż – tajemnica, której fragmenty udostępnia widzom artysta, odbywa się na coraz to większych głębokościach. Dlatego też proporcje – składowe tworzonych konstrukcji – zmieniają się. W ostatnich latach coraz rzadziej w jego obrazach pojawiali się ludzie, coraz częściej tło, drugi plan, pokrywał się gęsto rysunkami, przypominającymi pierwotne naskalne malunki.
W końcu artysta zapuszczał się do jaskini swojego umysłu. W efekcie dojść musiało do pewnego zerwania, określenia na nowo minimum tego, co taką wydobytą na zewnątrz projekcję może budować.

Do przewartościowania dochodzi przy okazji cyklu The Apparitions, którego premiera ma miejsce w Galerii Asymetria. Podstawowy wachlarz środków ogranicza się do światła, ziarenek piasku
i szkła. W ten sposób powstają specyficzne malunki, realizowane specjalnie na potrzeby fotografii. Bliskie są talbotowskiej idei rysowania światłem.

Rysunki te nadal mieszczą się w latami rozwijanej kosmologii, są mniejszymi braćmi dla dotychczasowych bohaterów. W The Apparitions te nowe postaci pozostają złamane przez lęki, zwątpienia, słabości i żądze. Możliwe jednak, że wraz z przejściem do kolejnych komnat swojego umysłu, Ballen już nie portretuje personifikacji tychże, jak robił to przy okazji pracy z ludźmi, myszami czy ptakami. Możliwe, że fotografuje je same, z ich kształtami i grymasami zamiast twarzy.

Wskazywać na to odczytanie mógłby sam tytuł – Objawienia. W takim wypadku, światło odgrywałoby podwójną rolę. Po pierwsze, pozwala wyłonić z mroku te istoty, a po drugie, umożliwia ich utrwalenie.

 

Jakub Śwircz

28.09.2014 18:28:32

Marek Piasecki (1935-2011) zajmował się fotografią, grafiką, malarstwem oraz rzeźbą. Wiele jego dzieł sytuuje się na pograniczu uprawianych przez niego dziedzin, co utrudnia ich jednoznaczną klasyfikację. Znany jest przede wszystkim jako twórca przestrzennych konstrukcji (skrzynek, w których umieszczał rozmaite przedmioty ze swej kolekcji), oraz bliskich surrealistycznej poetyce fotomontaży i fotografii lalek. Na te serie zapoczątkowane ok. 1959 składały się m.in. zdjęcia robionych przez artystę asamblaży wypełniających jego niezwykłą pracownę-habitat, a także rejestracje scenek z udziałem lalek - chirurgiczne zabiegi, rozmaite ingerencje w ich anatomię. 

Do najbardziej rozpoznawalnych należą jego abstrakcyjne, powstałe w wyniku eksperymentów na materiałach światłoczułych, heliografie, tworzone od 1955 roku. To odbitki szklanych negatywów, na których Piasecki rozlewał ciecze, robił zadrapania i eksperymentował. Abstrakcyjne heliografie będące niezwykle oryginalną i indywidualną recepcją malarstwa informel pokazywane były m.in. na II Wystawie Sztuki Nowoczesnej będącej najważniejszym przeglądem plastyki awangardowej w Polsce okresu „odwilży”. W latach 50. artysta eksperymentował również z techniką makrofotografii oraz tworzył fotogramy przez bezpośrednie działanie na papierze fotograficznym. Z połączenia tych technik z collagem i rysunkiem powstały tzw. miniatury – serie pełnych absurdu i czarnego humoru maleńkich plansz.

Istotnym punktem odniesienia dla wszystkich dziedzin twórczości Piaseckiego było jego doświadczenie jako dokumentalisty. Fotografią – zarówno reportażem, jak portretem, aktem, a także pejzażem – zajmował się intensywnie począwszy od 1954 roku. W całej twórczości artysty, a w szczególności w tej dziedzinie, ujawniają się jego filmowe fascynacje włoskim neorealizmem oraz filmem dokumentalnym tego okresu – widoczne w tematyce zdjęć, skoncentrowanych na rzeczywistości ubogiej oraz sposobie kompozycji - pozornie przypadkowe kadry, ucinanie kompozycji).

Bogata i oryginalna twórczość Piaseckiego – w Polsce zapomniana na wiele lat w związku emigracją artysty od 1967 mieszkającego w Szwecji, odkrywana ponownie w ostatnich latach, cieszy się wciąż rosnącym zainteresowaniem. Jego prace znajdują się w publicznych zbiorach w Polsce i Szwecji, a także licznych kolekcjach prywatnych.


Roger Ballen (ur. 1950) to jeden z najbardziej rozpoznawalnych współcześnie twórców fotografii. Urodził się w Nowym Jorku, od lat 70. mieszka w Johannesburgu, gdzie zaczął fotografować w latach 80. 
Zasłynął konsekwentnie rozwijaną mroczną wizją człowieka. Przebijają w niej egzystencjalne lęki, słabości i aberacje. Czarno-białe cykle takie jak: Shadow ChamberBoarding House, i Asylum of the Birds budowane jako wizualne alegorie często na drugim planie wykorzystują motywy rysunkowe. 


17.09.2014 19:34:58

1
loading image...
Marek Piasecki
Miniatura
1960
9×11,9cm
2
loading image...
Roger Ballen
5091
2007
75×75cm
12