Jerzy Lewczyński
Antologia fotografii polskiej
od 19 lutego 2010
do 26 marca 2010

Antologia fotografii polskiej dziś

Jerzy Lewczyński (ur. 1924) to najważniejszy żyjący polski fotograf. Jego dorobek to nie tylko niezwykłe zdjęcia tworzone na przestrzeni dekad, lecz również program „archeologii fotografii” oraz liczne publikacje naukowe i popularne. W oeuvre Lewczyńskiego zwraca uwagę wymyślona przez niego, szczegółowo opracowana, opatrzona poetyckim komentarzem i opublikowana dziesięć lat temu Antologia fotografii polskiej 1839-1989[1]To monumentalne dzieło ogniskuje niczym w soczewce tematy pojawiające się w twórczości Lewczyńskiego i szerzej w historii polskiej fotografii: zniszczenie, śmierć i Zagłada z jednej strony; subtelna piktorialna sztuka, migawkowy fotoreportaż, atrakcyjna komercja i fotografia erotyczna z drugiej.Antologia bowiem to książka ambiwalentna, rozdarta i przez to odpowiadająca naszym dziejom, opowiadająca poprzez obrazy naszą historię. Jakie właściwie są to obrazy? Lewczyński z pewną frywolnością, na jaką zapewne nie mógłby pozwolić sobie żaden profesjonalny historyk, przekopuje kolekcje i archiwa, zbiory prywatne, publiczne, tworzone przez zawodowców oraz amatorów w poszukiwaniu zdjęć najciekawszych, najlepszych, najbardziej znaczących i przede wszystkim nieobojętnych widzowi. Ale niekoniecznie najbardziej artystycznych. W tym sensie Antologia ustanawia z jednej strony swoisty kanon fotografii, by za chwilę go podkopać (czy też używając terminu rodem ze słownika współczesnej humanistyki: „zdekonstruować”). Lewczyński świadomie i z premedytacją rozszerza w Antologii myślenie o fotografii na obszary nie/artystyczne. To jeden z najśmielszych głosów postulujących otwarcie obowiązującego kanonu fotografii polskiej. Do dziś kuratorzy wyciągają wnioski z lektury Lewczyńskiego. Przy czym warto zauważyć, że kanon polskiej fotografii tylko pozornie jest stabilny. Obecnie, wydaje się, że oprócz niepomijalnych nazwisk w rodzaju Bułhaka, Hartwiga, Witkacego czy Robakowskiego, możliwe są coraz częściej przemieszczenia w ramach pierwszej setki podręcznikowych zdjęć. Sądząc po prezentowanych w ostatnich latach wystawach, chyba nikt nie tęskni już za jedną narracją, która obejmowałaby całość fotograficznego pola. Wielogłosowość wydaje się ciekawsza, pokazuje, jak bogatym materiałem dysponujemy w Polsce, kraju, gdzie kulturę wizualną zwykle traktowano nieco po macoszemu.

Jerzy Lewczyński pokazuje wybrane fotografie ze swojej Antologii nieprzypadkowo w Galerii Asymetria, która z kolei związana jest z Fundacją Archeologia Fotografii. Rafał Lewandowski, galerzysta i członek Fundacji zarazem, od początku swojej profesjonalnej pracy z fotografią inspirował się Lewczyńskim, przygotowywał wystawy nawiązujące do historii wystaw Lewczyńskiego, eksplorował środowisko gliwickie (zresztą nie on jeden uległ charyzmie, czy też lepiej fotograficznej aurze autora Antologii). Także wystawa Antologia fotografii polskiej jest nie tylko swego rodzaju przywołaniem kultowej książki, ale również swego rodzaju hołdem dla autora (można mniej patetycznie powiedzieć, że to kolejna próba rozszyfrowania Lewczyńskiego – kim on właściwie jest?) i kolejnym etapem w refleksji nad jego dziełem. Wreszcie, wystawa w Asymetrii dotyka istotnego problemu jakim jest historia fotografii polskiej (a raczej jej brak). Jeśli historia w liczbie pojedynczej jest dziś trudna do pomyślenia, to Lewczyński otwiera przed nami perspektywę historii w liczbie mnogiej. Przy czym wystawa w Asymetrii, galerii zacnej, acz niewielkiej, siłą rzeczy stanowi wybór, dotyka jedynie fragmentu większej całości, jest skromnym i zarazem inspirującym do dalszej pracy nad przeszłością gestem. Na wystawie eksponowane są przede wszystkim autorskie i w znacznej mierze artystyczne odbitki z drugiej połowy wieku XX. Nie ma prac wcześniejszych, amatorskich, które były publikowane w Antologii, ale są dziś niedostępne, rozproszone bądź zamknięte w magazynach muzealnych, z których czerpał Lewczyński. RewizjaAntologii Lewczyńskiego właściwie powinna się rozpocząć od fotografii po 1945 roku. To czas aktywności artysty, to jego epoka, ale nie możemy z oczu tracić tego, co było wcześniej i co powinno wejść do Antologii dziś; Antologii która przecież w oryginalnym zamyśle kończy się w 1989 roku. Jerzy Lewczyński powtarza w rozmowach, że ma przygotowaną część drugą, ale jak właściwie miałaby ona wyglądać? Jakie nazwiska i zjawiska obejmować? Czy sięgać wstecz, czy tylko uzupełniać tom pierwszy o fotografie współczesne? Te pytania warto zadać myśląc o kolejnych wystawach, książkach i tekstach, bo Antologia jest dziełem sztuki par excellance otwartym.

Adam Mazur


[1] Jerzy Lewczyński, Antologia fotografii polskiej. 1839-1989, Bielsko-Biała 1999.

 

Wernisaż wystawy: 19.02.2010 g. 19:00  
 


Wystawa otwarta: 19.02.2010 – 26.03.2010

Patroni medialni:

logo-artinfo_page

logo_foto_page

logo_fotopolis_page


[1] Jerzy Lewczyński, Antologia fotografii polskiej. 1839-1989, Bielsko-Biała 1999.

 

22.11.2010 18:44:39

(ur. 14.03.1924 w Tomaszowie Lubelskim, zm. 2.07.2014) 

Jerzy Lewczyński jest jednym z najważniejszych twórców w historii polskiej fotografii XX wieku, autorem teorii „archeologii fotografii”, wykorzystującym w swojej twórczości intelektualny i filozoficzny potencjał fotograficznego medium. 

Pierwsze fotograficzne kroki stawiał Lewczyński przed wojną, fotografując kultowym dziś aparatem Kodaka Baby-Brownie. 
Bardzo silnie na jego życiu i twórczości odcisnęły się lata II wojny światowej: utrata ojca, przystąpienie do Armii Krajowej, ale przede wszystkim doświadczanie stopniowej dewastacji jego własnej, znanej i codziennej rzeczywistości sprzed katastrofy. 
Figura historii oraz pragnienie dotarcia do utraconej przeszłości staną się niezwykle istotne dla postawy twórczej Lewczyńskiego. 
Po wojnie, w latach 1945-51 Lewczyński odbył studia na wydziale Inżynieryjno-Budowlanym Politechniki Śląskiej w Gliwicach i podjął pracę w Biurach Projektów Przemysłu Chemicznego w Gliwicach. 
W latach 50. rozpoczął aktywnie działać na polu fotografii. Został członkiem oddziału gliwickiego Polskiego Towarzystwa Fotograficznego, w którym poznał Tadeusza Maciejkę, Adama Sheybala, Piotra Janika i Zofię Rydet. To środowisko będzie podstawą założonej w 1956 roku grupy twórczej „Gliwice”, do której oprócz Lewczyńskiego, Rydet, Sheybala i Janika przystąpili także Aleksander Górski, Stanisław Skoczeń czy Roman Wichrowski.
W spojrzeniu Lewczyńskiego na fotografię w tym okresie dostrzec można wpływ najważniejszych dla tego czasu dyskusji i aktualnych nurtów artystycznych. Z jednej strony widać fascynację fotografią reportażową spod znaku wystawy Rodzina Człowiecza, ale także inspirację włoskim neorealizmem. 
Jest to czytelne chociażby w piśmie Lewczyńskiego do ZPAFu, w sprawie programu i organizacji grupy „Gliwice”, w którym czytamy: 
„[…] Uważamy, że dominantą koncepcji twórczych powinna być ekspresja, oparta na intelekcie. Elementem decydującym winien być człowiek: człowiek żywy taki, jakim go między innymi widzi nadrealizm. Często jest to człowiek niezrozumiały, ale zawsze człowiek chodzący po ziemi. Podstawa intelektualna sugeruje różne rozwiązania tej koncepcji, np. wszystko o człowieku, lecz przy pomocy jego dzieła. Ta metoda operuje »człowiekiem ukrytym« niewidocznym na obrazie. Człowiek ukryty w swoich starych butach, w stworzonym przez siebie otoczeniu, itp."
Również w latach ‘50tych Lewczyński poznał Bronisława Schlabsa i Zdzisława Beksińskiego, a ta współpraca zaowocowała nawiązaniem kontaktów z Otto Steinertem i twórczą interpretacją idei „fotografii subiektywnej”. Rok 1959 zaznaczył się głośną wystawą Pokaz zamknięty w Gliwickim Towarzystwie Fotograficznym, na której Lewczyński, Beksiński i Schlabs zaprezentowali prace zdecydowanie odchodzące od estetyki reportażu fotograficznego. Fotograficzne plansze Lewczyńskiego, pokazane na wystawie, zwracały uwagę na niepewność relacji między tym, co przedstawione a samym przedstawieniem, oryginałem i kopią. Zestawianie słowa i obrazu a także poszczególnych fotografii między sobą otwierało przed widzem szereg interpretacji i możliwych połączeń znaczeniowych. 
W latach 60. w twórczości Lewczyńskiego coraz większą wagę zaczyna odgrywać historia: ta prywatna a także zapomniana historia nieznanych mu osób oraz fotografia amatorska i prywatna. Fotografia staje się dla artysty śladem, materialnym dowodem istnienia, dzięki któremu możemy dotrzeć do tego, co minęło. Stąd już tylko krok do koncepcji archeologii fotografii. 
Jak pisze sam fotograf: „Archeologią fotografii nazywam działania, których celem jest odkrywanie, badanie i komentowanie zdarzeń, faktów, sytuacji dziejących się dawniej w tzw. przeszłości fotograficznej. [...] Jest też celem «archeologii fotografii» poszukiwanie świadków dawnych wydarzeń! Takim świadkiem w fotografii jest światło. Światło, które było bodźcem technologicznych procesów utrwalania rzeczywistości i które wyrzeźbiło w negatywie dawną powszechną obecność! Negatyw stanowi, więc ślad „tamtego" światła i jest autentycznym światłem minionych wydarzeń.”
Realizacją takiego spojrzenia na fotografię jest cykl Negatywy (seria negatywów znalezionych na strychu jednego z domów w Sanoku) czy Negatywy – ciąg dalszy, czyli grupa negatywów znalezionych w Nowym Jorku. 
„Archeologia fotografii” jest nie tyle pisaniem historii, ile szukaniem kontaktu z minionym, jest pewną niegasnącą wrażliwością i ciekawością wobec zapisanych w fotografii przejawów życia.

26.03.2016 13:09:30

1
loading image...
Zofia Rydet
Bez tytułu

11