Krzysztof Vorbrodt
Symetriady
od 28 maja 2010
do 9 lipca 2010

Symetriady - powtórzenie

Serdecznie zapraszamy na współorganizowaną przez Fundację Archeologi Fotografii wystawę Krzysztofa Vorbrodta (1929-2001) p.t. Symetriady - powtórzenie. Wernisaż odbędzie się w najbliższy czwartek, 27 maja, o godzinie 19.00, w Galerii Asymetria. Symetriady – powtórzenie to pierwszy indywidualny pokaz prac Krzysztofa Vorbrodta w Warszawie. Gdyby nie Antologia fotografii polskiej Jerzego Lewczyńskiego Vorbrodt byłby zapewne artystą zupełnie zapomnianym. Dorobek tego niezwykłego fotografa, związanego z gliwickim PTF, zastał odkryty i zachowany właśnie dzięki interwencji i pomocy Jerzego Lewczyńskiego. Punktem wyjścia dla cyklu Symetriady jest zwykła fotografia kolorowa lub czarno-biała – np. zdjęcia drzew czy kwiatów. Pojedynczą klatkę autor powielał i zestawiał po cztery w układzie lustrzanym. Powstawały w ten sposób odrealnione, ornamentalne układy linii i kształtów, które dodatkowo były czasem poddawane modyfikacjom przez nałożenie koloru lub wywołanie w odczynnikach barwnych. Na wystawie w Galerii Asymetria można zobaczyć próby i różne etapy pracy, m.in. niezwykłe solaryzacje, ręcznie barwione odbitki. W czasie wernisażu będzie można także zobaczyć eksperymentalne, abstrakcyjne filmy Vorbrodta wykonywane na taśmie 8 mm.

04.08.2011 11:58:02

Krzysztof Vorbrodt

"Urodziłem się 27 grudnia 1929 r. w Wilnie. Mój ojciec był aktorem i reżyserem, zajmował się też scenografią, a amatorsko uprawiał malarstwo i fotografię. Matka pozowała kiedyś Marianowi Dederce do portretu „Mona Liza”. W domu były fotogramy Dederków i Bułhaka. W lipcu 1939 r. ojciec, będący w tym czasie dyrektorem teatru w Sosnowcu, na wakacje w Beskidach kupił mi Kodaka 4x6½ i nauczył wywoływania przy czerwonym świetle ortochromatycznych filmów i robienia odbitek stykowych. Gdy nadeszła wojna ojciec (oficer rezerwy WP) poszedł do wojska i zaginął bez wieści, ostatni raz widziano go na terenach zajętych wkrótce przez Armię Czerwoną. Wojnę spędziłem w Sosnowcu. Kodaka trzeba było oddać. Zmajstrowałem sobie wtedy z tektury jednosoczewkową kamerę, którą można było robić martwe natury na papierach bromowych użytych jako negatyw, a następnie kopiować je stykowo. Wymarzyłem sobie zaś aparat, którego jeszcze wtedy nie wynaleziono: małoobrazkową lustrzankę z układem luster przypominającym pryzmat pentagonalny. W latach 1945-50 uczyłem się w szkole średniej ogólnokształcącej w Sosnowcu.

Dostałem na imieniny skrzynkowy aparat 6x9 i zacząłem fotografować rodzinę i kolegów, ale również kwitnące drzewa, psy i koty. Pożyczoną Retiną fotografowałem profesorów w czasie lekcji i zrobiłem z tego album. W latach 1950-56 studiowałem biologię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Roczny urlop zdrowotny skracałem sobie fotografowaniem i malowaniem akwarelą krajobrazów widocznych z okien sanatorium przeciwgruźliczego na Gubałówce. Pod koniec studiów miałem dostęp do aparatu swoich marzeń – służbowej Praktiki i zająłem się makrofotografią owadów i zdjęciami mikroskopowymi, które wykorzystywałem w pracy dyplomowej na magistra biologii, ogłoszonej drukiem. Od 1956 do 1973 r. pracowałem w Instytucie Onkologii w Gliwicach, najpierw w pracowni histochemicznej, gdzie często posługiwałem się fotograficznymi metodami badawczymi, a później prowadziłem pracownię fotografii mikroskopowej.

Ogłosiłem drukiem kilkanaście prac naukowych z dziedziny histochemii i zrobiłem doktorat. Za pierwsze zaoszczędzone pieniądze kupiłem sobie Praktinę z pierścieniami, a później teleobiektywy. Na urlopach fotografowałem też krajobrazy, ale częściej uprawiałem polowanie z kamerą. W 1963 r. dostałem wyróżnienie na konkursie „Małe formaty” za zdjęcie sarenki na skraju lasu. Na serio zainteresowałem się fotografią odkąd pojawiły się materiały barwne. Zacząłem wykorzystywać obrazy mikroskopowe do celów artystycznych. Zwłaszcza barwne obrazy, jakie daje mikroskop interferencyjny pobudzały moją wyobraźnię, przypominając jakieś dziwne stwory z wierszy Bolesława Leśmiana czy pseudokrajobrazy z innych planet. Stwarzałem również kolory według swojego uznania metodą solaryzacji barwnej. W 1964 r. zapisałem się do Gliwickiego Towarzystwa Fotograficznego i od razu wziąłem czynny udział w prelekcjach, konkursach miesięcznych i wystawach organizowanych przez Towarzystwo. Wkrótce zostałem jego prezesem na jedną kadencję. Od tego czasu brałem udział w wielu wystawach fotograficznych krajowych i tych zagranicznych, na które nie trzeba było opłacać wpisowego w niedostępnych dewizach.

Wystawiałem zdjęcia przyrodnicze, portrety zwierząt, krajobrazy, portrety i akty oraz wspomniane barwne zdjęcia mikroskopowe, stanowiące mój ulubiony temat. Robiłem też kolaże fotograficzne z mikroskopowych „krajobrazów”, ożywionych postaciami ludzkimi, przeważnie aktami. Komponowałem również diaporamy – udźwiękowione zestawy przeźroczy barwnych, przedstawiające analogie między światem mikroskopowym i makroskopowym, montaże przeźroczy i filmu wąskotaśmowego, np. wzrastające pod mikroskopem kryształy na tle łańcuchów górskich. W latach 1974-75 pracowałem naukowo w Instytucie Metali Nieżelaznych w Gliwicach nad mikrobiologicznym ługowaniem metali z rud. Wyraziłem publicznie niezadowolenie z Gierkowskiej poprawki do konstytucji PRL i w kilka dni później dostałem wymówienie pracy. Przez półtora roku utrzymywałem się z dorywczych prac fotograficznych i zrobiłem dyplom mistrza fotografa. Od 1977 r. pracuję na etacie specjalisty d.s. fotografii na Politechnice Śląskiej. W krótkim czasie zdobyłem też uznanie naukowo-dydaktycznych „klientów” pracowni fotograficznej (…). Byłem członkiem Sekcji Fotografii Naukowej ZPAF i starałem się o przyjęcie do Związku Polskich Artystów Fotografików. (…)

Pod koniec lat siedemdziesiątych rozpocząłem cykl foto-kolaży opartych początkowo na barwnych mikrofotografiach kryształów, a później na zdjęciach ośnieżonych gałęzi, liści jesiennych, a nawet motywów zoologicznych, tworząc wielkoformatowe ornamentalne kompozycje lustrzane, które nazwałem „Foto-dywanami”, a później – za Stanisławem Lemem – „Symetriadami”, ponieważ były one dla mnie wycinkami jakiegoś innego świata, atrakcyjniejszego od rzeczywistości. Robiłem też tego typu kompozycje czarnobiałe, kolorowane akwarelą. Owe „Symetriady” wykorzystałem na konkursie „Złocisty Jantar” w Gdańsku, na wystawie i w albumie FASF „Polska fotografia amatorska w latach 1944-1984” i w kilku wystawach indywidualnych w Gliwicach, Wałbrzychu, Miechowie i Bielsku-Białej (…)."

Krzysztof Vorbrodt Gliwice, 15/02/1990  

28.02.2013 16:09:05

1
loading image...
Krzysztof Vorbrodt
Bez tytułu
(Symetriady)

Lata 1970
11